Zaproszenie do krainy marzeń- recenzja filmu „Król rozrywki”

04 Sty Zaproszenie do krainy marzeń- recenzja filmu „Król rozrywki”

„Kochajmy marzycieli” z tym hasłem rok temu witał nas Damien Chazelle w swoim oscarowym filmie “La La Land”. I choć w jego historii pogoń za marzeniami nie kończyła się zbyt dobrze, to film Michaela Gracey, przekazuje nam zgoła inne, bardziej optymistyczne podejście do tego tematu. “Król rozrywki” wyrywa nas na chwilę z szarej, zimowej codzienności i tym wszystkim, którzy głowę trzymają w chmurach, pozwala uwierzyć w siłę marzeń, a to chyba bardzo pożądana myśl w początkach tego roku.

Kadr z filmu „Król rozrywki”

W wyrazistych barwach i iście baśniowym stylu poznajemy historię P.T.Barnuma – pogardzanego syna szewca, który zakochany w córce arystokraty próbuje życie zamienić w marzenia. Aby tego dokonać zbiera grupę dziwolągów, wyśmiewanych odmieńców, których wstydzą się nawet własne matki i z ich inności próbuje stworzyć widowisko przyciągające tłumy. Nic oczywiście nie jest tak proste jak się wydaje. Trzeba przecież poradzić sobie z własnymi demonami, pychą i krytyką społeczeństwa, które jak wiemy inności boi się nie tylko na ekranie. I zapewne można by zgodzić się z krytykiem, który zarzuca Barnumowi oszustwo – w końcu cyrk iluzją stoi, a w jego świecie, jak i w całym filmie, kicz staje się synonimem wolności, radości i magii. Jednak pod koniec to właśnie on określa cyrk Barnuma „celebracją humanizmu”, bo mimo wszystko pod tą całą warstwą lukru i cekinów, kryje się bardzo prosta prawda – wszyscy jesteśmy piękni, bez względu na to jak wielkie mamy skazy.

Kadr z filmu „Król rozrywki”

To przesłanie zawiera w sobie także niemal każdy z dziesięciu utworów skomponowanych na potrzeby filmu przez duet Benja Paseka i Justina Paula. Są to idealnie wyśpiewane popowe utwory, które nuci się jeszcze długo po wyjściu z sali kinowej, a które w połączeniu z rozbudowaną choreografią stają się także zjawiskowym widowiskiem. Na szczególną uwagę zasługuje wykonany przez Loren Allred i włożony w usta Rebekki Ferguson utwór “Never Enough”, który zdaje się być kwintesencją rozgrywanej na ekranie historii.

Kadr z filmu „Król rozrywki”

Oczywiście film ma swoje wady. Niektóre wątki niestety kończą się zbyt szybko (chociażby kwestia nagłego odcięcia się Barnuma od swojego cyrku), a problemy społeczne ukazane w filmie są potraktowane pobieżnie i zamykają się w licznych skrótach myślowych. Scenariusz wydaje się być napisany pod sekwencje następujących po sobie scen teledysku, a to rozwiązanie niestety odbija się na historiach postaci, które mogłyby być trochę bardziej pogłębione. Całość mimo przesycenia kolorami, brokatem i ozdobami wypada lekko, a to zapewne za sprawą genialnie dobranej obsady aktorskiej. Trzeba przyznać, że zarówno w warstwie aktorskiej jak i wokalnej wszyscy, nawet najmłodsi bohaterowie, wypadają znakomicie. Hugh Jackman czaruje w dosłownie każdej scenie. Czemu właściwie trudno się dziwić, przecież aktor swoją przygodę zaczynał na Broadwayu.

 

Może nie jest to film wybitny, może jest trochę za bardzo przerysowany, ale jeśli tylko szukacie przyjemnego oderwania od rzeczywistości i lubicie musicale, to jest to zdecydowanie pozycja dla was. Michael Gracey zabierze was w brokatowy świat iluzji i tym samym w iście hollywoodzkim stylu odda hołd idei propagowanej przez P.T.Barnuma, bo przecież jak mówił sam bohater: “Najszlachetniejszą ze sztuk jest sztuka uszczęśliwiania ludzi”. I jeśli tylko mu pozwolicie “Król rozrywki” pokaże wam urzekający magią świat marzeń.

Moja ocena: 7/10
Anna Rusak
Prawie Kino

„Król rozrywki” , reż. Michael Gracey (2017). W KINACH OD 29 GRUDNIA!

fot. materiały prasowe filmu

Recenzja napisana dzięki współpracy z Kinem Atlantic