Mówić za nas mogą tylko obrazy – recenzja filmu „Twój Vincent”

10 Paź Mówić za nas mogą tylko obrazy – recenzja filmu „Twój Vincent”

Pierwsza pełnometrażowa animacja malarska Twój Vincent, która swoją światową premierę miała 12 czerwca, wraz z początkiem października trafiła do repertuaru polskich kin. Wstępną koncepcją Doroty Kobieli było stworzenie siedmiominutowej realizacji z obrazów wyłącznie jej autorstwa. Hugh Welchman, mąż reżyserki, zafascynowany pomysłem oraz postacią słynnego holenderskiego postimpresjonisty, zaproponował rozwinięcie projektu i zaangażowanie w produkcję większej liczby artystów. Ostatecznie półtoragodzinny film powstał z 65 tysięcy filmowych klatek, nad którymi pracowało 125 malarzy z całego świata. Przez dziennikarzy został okrzyknięty do głębi poruszającym hołdem dla życia i twórczości Vincenta Van Gogha.

Losy niedocenionego za życia malarza są szczegółowo znane dzięki zachowanej korespondencji, którą intensywnie prowadził z bliższymi i dalszymi znajomymi. Reżyserzy oparli na tym fakcie główny motyw filmu – akcja rozpoczyna się rok po śmierci Van Gogha w momencie, gdy jego bliski przyjaciel, naczelnik poczty Roulin, zwraca się do swojego syna z prośbą o osobiste dostarczenie listu, który Vincent napisał do brata niedługo przed śmiercią. Młody kowal niechętnie porzuca swoje codzienne obowiązki i wyrusza w podróż, z której planuje jak najszybciej powrócić. Nigdy nie darzył artysty szczególną sympatią i nie rozumiał, dlaczego ojciec naraża swój autorytet i dobrą reputację, pozostając w bliskiej relacji z człowiekiem, uważanym przez otoczenie za niepoczytalnego i szkodliwego. Gdy dowiaduje się o śmierci adresata korespondencji, z którą przybywa do Auvers-sur-oise, próbuje odnaleźć inną bliską Vincentowi osobę. Zaczyna poznawać ludzi z najbliższego otoczenia malarza i prowadzi z nimi długie rozmowy – wszyscy bohaterowie filmu to ludzie, pojawiający się w jego listach lub na obrazach. Pod wpływem sprzecznych opowieści o Vincencie młody Roulin zaczyna dostrzegać, że Van Gogh nie był szaleńcem, lecz ofiarą odrzucenia i wewnętrznych demonów. Coraz bardziej zaintrygowany nowymi faktami, z zaangażowaniem próbuje dociec prawdy o zagadkowej śmierci artysty.

Kadr z filmu „Twój Vincent”

W warstwie fabularnej film okazał się niewyszukany, zdecydowanie nie zostały wykorzystane wszystkie możliwości, które daje źródło takie jak historia życia Van Gogha. Jednowymiarowe i mało wyraziste postaci prowadzą między sobą drętwe dialogi, a główny bohater przechodzi dość oczywistą przemianę. Jednak fakt, że film jest animowany sprawia, że te wady stają się mniej odczuwalne – widz pozostaje we wrażeniu oglądania opartej na biografii wielkiego malarza baśni, dla której specyficzna prostota i banał w konstrukcji scenariusza są naturalne i adekwatne. Wątek kryminalny poprowadzony został schematycznie i niezbyt dynamicznie, nie trzyma w napięciu, ale wciąga – w końcu przez cały seans oczekujemy na wyjaśnienie czy Vincent Van Gogh faktycznie popełnił samobójstwo czy został też zamordowany? Dodatkowo, w filmie nie brakuje anegdot, które nieco łagodzą rzewność fabuły. Drobne humorystyczne akcenty są istotne, ponieważ sentymentalność filmu może być odczuwana jako uciążliwa i męcząca. Jednakże przesycenie opowieści melancholią, która wypełniała życie artysty, sprawia, że mamy szansę obcować z jego historią przez pryzmat udręczonej duszy geniusza, walczącego z samym sobą o to, kim chciał być.

Konwencja malowania każdej klatki stylem Van Gogha jest nie tylko zabiegiem estetycznym. To też podróż przez dzieła, niektóre wyłaniające się z procesu tworzenia, która wywołuje poczucie bliskiego kontaktu ze światem malarza, istniejącym jedynie w jego umyśle. Widoczne jest to zwłaszcza na podstawie gamy barw, którą portretowani są bohaterowie w zależności od relacji, jakie łączyły ich z Vincentem – od fantastycznych kolorów dostawcy farb po enigmatyczne pastele córki doktora Gacheta. Wizualne eksperymenty filmowców oddają i reinterpretują ideę impresjonizmu, opartą na dążeniu do oddania ulotnych, zmysłowych momentów – ujawnia się to w szczegółach takich jak migotanie świec, pulsowanie fal rzeki, delikatnie opadające krople deszczu w kształcie prostokątnego confetti. Przegląd twórczości malarza jest dowodem jego ciężkiej pracy i ewolucji talentu. Fragmenty z życia Vincenta, których śladów nie można znaleźć w jego obrazach, takie jak dzieciństwo i śmierć, dla odróżnienia od pozostałych, zostały sfilmowane w odmiennej technice czarno-białego kina noir. Zabieg ten pozwala na chwile wytchnienia od intensywnie barwnych ujęć, wzorowanych na stylu artysty. Wyważone natężenie środków artystycznych, a zarazem odwaga w ich wykorzystywaniu, sprawiają, że film dosłownie olśniewa wizualną stroną. Warto wspomnieć o tym, że warstwa malarska została domalowana po wstępnym oddzielnym nakręceniu aktorów. Tytułową intrygującą i subtelną kreację stworzył Robert Gulczyk, na co dzień specjalizujący się w teatrze. W odtwórcę głównej roli wcielił się Douglas Booth, który przez cały film pozostaje charakterystyczny i niezmiennie przyciąga uwagę, a ponadto naturalnie wchodzi w interakcje z pozostałymi bohaterami. Należy zaznaczyć, że w filmie pojawiają się bardzo interesujące są postaci kobiece. Saoirse Ronan i Helen McCrory świetnie pasują do swoich bohaterek – delikatnej i dobrze wychowanej córki doktora oraz zawziętej gospodyni-dewotki. Budują swoje charaktery autentycznie i szczegółowo, jednak brakuje im wiarygodności w relacjach z innymi bohaterami. Trochę lepiej radzi sobie z tym Eleanor Tomilson, która wystąpiła jako bardzo ciepła i urocza córka właściciela gospody. Wzbudzająca dużą sympatię postać wioślarza celnie przypadła do odegrania jej koledze z planu serialu PoldarkAidanowi Turnerowi. W polskiej wersji językowej głosu postaciom użyczyli m.in. Olga Frycz, Maciej Stuhr, Jerzy Stuhr, Danuta Stenka, Robert Więckiewicz i Zofia Wichłacz. Mówiąc o bohaterach, docenić należy ich wspaniale dobrane i zaprojektowane, częściowo oryginalne, XIX-wieczne kostiumy. Poza tym, niebagatelny wpływ na całość ma także ścieżka dźwiękowa, skomponowana przez Clinta Mansella na kwartet smyczkowy i pianino. Subtelna i momentami mroczna muzyka, stanowiąc tło dla narracji, czyni obraz jeszcze bardziej poruszającym.

Kadr z filmu „Twój Vincent”

Mimo wad scenariusza, których znaczenie dla całości zależy od subiektywnego odbioru widza, ta jedyna w swoim rodzaju produkcja niewątpliwie potrafi zachwycić. W jednej ze scen bohaterka animacji wspomina o wyjątkowej dbałości Van Gogha o każdy szczegół. Filmowcom, którzy postanowili opowiedzieć o tym artyście jego własnymi obrazami i stylem, udało się naśladować go również w tej niewiarygodnej dbałości o detale. W efekcie powstał refleksyjny, spójny w swojej unikatowej konwencji film, oparty na faktach, a jednocześnie zabarwiony nieco baśniowo i magicznie. Z pewnością zapisze się w historii kina dzięki osiągnięciu w nim wyżyn estetycznej efektowności. Jednak w moim prywatnym odczuciu największy sukces twórców znajduje się poza tą sferą. Najistotniejszy jest sposób, w jaki zderzają historię tego wybitnego człowieka ze świadomością odbiorców. Dzieło wywołuje w nich to, czego Vincent nie otrzymał w czasie swojego życia – zrozumienie.

 

Moja ocena: 8/10
Aleksandra Szeweła
Prawie Kino

„Twój Vincent” („Loving Vincent”), reż. Dorota Kobiela, Hugh Welchman (2017). W KINACH OD 6 PAŹDZIERNIKA!

fot. materiały prasowe filmu

Recenzja napisana dzięki współpracy z Kinem Kultura



'