Psychologiczna podróż – recenzja filmu „WIEŻA. JASNY DZIEŃ”

19 Kwi Psychologiczna podróż – recenzja filmu „WIEŻA. JASNY DZIEŃ”

Marzenie każdego studenta reżyserii? Prawdopodobnie nakręcenie pełnometrażowego filmu – już w trakcie studiów – oraz zaprezentowanie go szerszej publiczności. Jagoda Szelc taką właśnie możliwość otrzymała. Jej debiutem filmowym jest „Wieża. Jasny dzień”, który od 23 marca oglądać możemy w kinach. Możliwe, że nie miałoby to miejsca, gdyby nie Mariusz Grzegorzek (rektor PWSFTviT w Łodzi), który po wielu latach reaktywował Studio Filmowe Indeks.

„Wieża. Jasny dzień” przenosi nas w świat rodziny, w który zagłębiamy się z każdą kolejną minutą filmu. Sama autorka mówi, że jest to opowieść o siostrach, w której „jedna reprezentuje świat materialny, a druga duchowy”. Anna Krotoska i Małgorzata Szczerbowska wcieliły się w ich role pociągając za sobą widza w głąb historii, która mogłaby mieć miejsce w każdej rodzinie. Uroczystość komunijna odgrywa tu kluczową rolę i jest w pewien sposób punktem wyjścia do polemiki z religią. Łatwo odnieść wrażenie, że Jagoda Szelc podjęła próbę przeniesienia na ekran swoich emocji i przemyśleń kamuflując je pod symbolami i postaciami.

Kadr z filmu „Wieża. Jasny dzień”

Akcja filmu rozgrywa się pięknych okolicznościach przyrody. Zdjęcia odbywały się w Kotlinie Kłodzkiej, geograficznej krainie Sudetów. Podczas seansu nie sposób nie zauważyć, że aspekty wizualne są dla autorki niezwykle istotne. Nie jest to przypadek – Szelc jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Właśnie dlatego obraz jest obfity w przeróżne detale, których możemy doświadczać już od pierwszego ujęcia.

Autorskie, kobiece kino, które porusza, gra na emocjach i sprawia, że możemy poczuć się jak uczestnik ekranowych wydarzeń. Nie da się ukryć, że jest to niesamowicie estetyczna praca, która została dokładnie przemyślana i dopracowana. Mój jedyny zarzut do części wizualnej dotyczy operatorskich zabiegów, czyli zbliżeń na twarze aktorów, które sprawiały wrażenie amatorskich.

Część merytoryczna filmu może i nie trafiła do mnie w całości, ale po wysłuchaniu wywiadów z autorką zdałam sobie sprawę, że Szelc nurtowało wiele problemów naszej mentalności, schematyczności i bezmyślnego odbierania rzeczywistości. Spora część treści została ukryta za symbolami, które niekoniecznie są zrozumiałe dla przeciętnego widza.

Kadr z filmu „Wieża. Jasny dzień”

 „Wieża. Jasny dzień” zdecydowanie różni się od polskich filmów, jakie znamy. Jest napełniony symboliką, a akcja trzyma w emocjonalnym napięciu. Polecam każdemu sprawdzić go „na własnej skórze”. A ponieważ odbieramy rzeczywistość na różne sposoby – jest to dobra szansa na dostrzeżenie i przemyślenie pewnych kwestii.

Jest czymś nowym, czymś innym, a Jagoda Szelc ma wielki potencjał, więc nikogo nie powinna dziwić przychylność krytyków czy otrzymane nagrody i wyróżnienia. Jestem bardzo ciekawa, jakiego problemu podejmie się w kolejnym filmie oraz jakimi narzędziami i zabiegami się w nim posłuży. W wywiadzie przeprowadzonym przez „Politykę” reżyserka mówi, że ma gotowy kolejny scenariusz – „Delikatny balans terroru”. Co więcej, już został nagrodzony. Mam wielką nadzieję, że projekt zostanie zrealizowany, a przyszłość pokaże, czy Szelc namiesza i zapisze się w polskiej kinematografii złotymi literami. Nie da się ukryć – ma na to obecnie bardzo duże szanse.

Moja ocena: 6/10

Alicja Zajdel

Prawie Kino

„Wieża. Jasny dzień”, reż. Jagoda Szelc (2017). W KINACH OD 23 MARCA 2018!

https://www.youtube.com/watch?v=uDv8UcKOgCc

fot. materiały prasowe filmu

Recenzja napisana dzięki współpracy z Kinem Kultura