Podwójne oblicze 11 listopada -recenzja filmu „Pewnego razu w listopadzie”

14 Lis Podwójne oblicze 11 listopada -recenzja filmu „Pewnego razu w listopadzie”

Listopadowe noce są coraz dłuższe, a dni zimne i deszczowe. Pewnego razu w listopadzie to obraz kilkudniowej wędrówki rodziny, która w wyniku reprywatyzacji straciła dach nad głową. Tłem jest Warszawa, lecz nie ta piękna, znana i lubiana – a obrzeża, ogródki działkowe i miejsca, do których nie chcielibyśmy trafić.

Marek (Grzegorz Palkowski), student prawa, wysłuchuje wykładu o podstawowych prawach człowieka, które – choć pięknie brzmiące – nie zawsze znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Niedawno razem z matką (Agata Kulesza) stracili mieszkanie, a ich codzienność wyznacza stała tułaczka w poszukiwaniu nowego miejsca. Andrzej Jakimowski skupia się na niesprawiedliwości i obojętności urzędów, pokazując jednocześnie, że problem bezdomności dotyka również osoby wykształcone i inteligentne. Marek pomiędzy zajęciami stara się zapewnić matce pewne lokum, ale ma utrudnione zadanie – kobiecie nie chce rozstać się z kundelkiem Kolesiem, a żadna noclegownia nie zezwala na trzymanie zwierzęcia. Niepewność, osamotnienie i brak nadziei sprawiają, że w chłopaku narasta frustracja, którą w końcu rozładowuje na psie. Markowi jednak udaje się wynegocjować miejsce na squacie, czyli nieruchomości zajętej bez zgody właściciela. Okazuje się, że nie jest to koniec problemów. Zbliża się 11 listopada.

Kadr z filmu „Pewnego razu w listopadzie”

Dodatkowy motyw – jakim była dokumentacja wydarzeń z marszu niepodległości z 2013 roku – miał prawdopodobnie wzbogacić film. Zamysł być może dobry, wykonanie już zdecydowanie mniej. Przygotowania do obchodów Dnia Niepodległości bohaterowie obserwują z dziwnym lękiem, a same obchody przywodzą na myśl pogrom ludności. Nacjonaliści palą, niszczą i atakują prawie wszystko (i wszystkich) na swojej drodze – podczas oglądania tych scen chce się istotnie zamknąć oczy i aż trudno uwierzyć, że są to autentyczne nagrania. Mieszkańcy squatu zamykają i zabezpieczają budynek jak przed wybuchem bombowym, a większość z nich spędza czas w ciemnościach i przerażeniu. Widz obserwuje zamieszki wraz z Markiem, który poszukuje błąkającego się po Warszawie kundelka. Z jednej strony bójki, z drugiej – tłum śpiewający pieśni.

Kadr z filmu „Pewnego razu w listopadzie”

Najnowszy film Jakimowskiego, twórcy m.in. Zmruż oczy czy Imagine, porusza problematykę bezdomności oraz braku nadziei. Nie do końca wiadomo, dokąd zmierza historia Marka i jego matki. Reżyser podejmuje ważny temat społeczny, zwraca uwagę na problemy ludzi, którzy stracili swoje domy nie tylko z powodu alkoholu. Podczas seansu widz podziwia siłę i determinację Marka, by zapewnić matce lokum, denerwuje się, gdy urzędnicy ignorują tragedię mieszkańców. Wątek nacjonalizmu przyćmiewa jednak główny motyw filmu i obniża jego potencjał. Nie ratuje go nawet świetna Agata Kulesza ani dobrze zapowiadający się Grzegorz Palkowski. Rozdzielenie tych dwóch wątków (skądinąd ważnych) wyszłoby na dobre zarówno obrazowi, jak i widzom. Czasami jednak nie warto ulepszać czegoś na siłę – podstawowy temat obroniłby się sam.

Moja ocena: 6/10
Monika Jasek
Prawie Kino

„Pewnego razu w listopadzie” , reż. Andrzej Jakimowski (2017). W KINACH OD 3 LISTOPADA!

fot. materiały prasowe filmu

Recenzja napisana dzięki współpracy z Kinem Kultura



'