Artystka z wyboru – recenzja filmu „Maudie”

01 Paź Artystka z wyboru – recenzja filmu „Maudie”

Na ekranach kin bardzo często goszczą filmy biograficzne opowiadające o burzliwych losach wielkich artystów. Nie ulega wątpliwości, że z zaciekawieniem oglądamy ich spektakularne sukcesy oraz porażki, których nierzadko doświadczają w życiu prywatnym. Maudie irlandzkiej reżyserki Aisling Walsh znacząco różni się od tego typu produkcji. Nie znajdziemy w niej ani widowiskowych zwrotów akcji, ani precyzyjnie nakreślonego portretu wybitnej jednostki.

Film został bardzo dobrze przyjęty zarówno za granicą jak i w Polsce, o czym świadczy chociażby nagroda publiczności na tegorocznym festiwalu „Dwa Brzegi”. W czym tkwi zatem jego sukces? Przede wszystkim w realistycznym przedstawieniu bohaterów, którzy często nie są pozbawieni wad.

Kadr z filmu „Maudie”

Tytułowa Maudie (Sally Hawkins) była artystką ludową pochodzącą z Nowej Szkocji, której twórczość choć zyskała uznanie w jej rodzinnej Kanadzie, nie doczekała się rozgłosu w innych krajach. Przez całe życie borykała się z problemami zdrowotnymi wynikającymi z przebytej w dzieciństwie choroby. Miała nienaturalnie powykręcane ręce oraz trudności z chodzeniem. Lokalna społeczność nie akceptowała jej odmienności. Ciotka i brat uważali ją za osobę niezrównoważoną i niepotrafiącą o siebie zadbać, kontrolowali praktycznie każdy jej ruch. Aby uwolnić się spod ich wpływu, została gospodynią domową Everetta Lewisa (Ethan Hawke), miejscowego sprzedawcy ryb.

W filmie na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się właśnie związek Maud i Everetta – dwóch jednostek pragnących żyć według własnych zasad, a przez to wykluczonych ze społeczeństwa. Niewielki dom, w którym mieszkali, znajdował się z dala od ludzi, co niejako podkreślało ich autonomię. Z początku trudno było mi wyobrazić sobie tych dwoje jako zgodne małżeństwo. Jej spokojne usposobienie zbyt silnie kontrastowało z jego gwałtownością, która niekiedy przeradzała się wręcz w brutalność. Niemniej jednak to właśnie starania Maud i jej nieustępliwość zbliżyły ich do siebie. Późniejsze interakcje tej pary, chociaż często przepełnione drobnymi przytykami, były pełne czułości i wzajemnego zrozumienia.

Kadr z filmu „Maudie”

Maud przedstawiona jest nam również jako artystka. Artystka dosyć niezwykła, należałoby dodać. Nigdy nie malowała dla sławy tylko dla swojej własnej przyjemności. Sama możliwość trzymania w ręku pędzla była dla niej źródłem niewypowiedzianego szczęścia. W dziełach Maud nie znajdziemy idealnych proporcji ani zachowanej perspektywy. Są to jednak obrazy pełne kwiatów, niewymiarowych zwierząt oraz krajobrazów Nowej Szkocji. Jej twórczość zachwyca przede wszystkim niewymuszoną autentycznością.

Sally Hawkins w genialny sposób oddała nie tylko zewnętrzną kruchość Maud, ale również jej wewnętrzną siłę, którą czerpała z malowania. Nie sposób oderwać od niej wzroku. Ethan Hawke również świetnie sobie radzi, grając małomównego i wycofanego Everetta.

Aisling Walsh udało się stworzyć film, który znakomicie potrafi zaangażować widza w opowiadaną przez siebie historię- czujemy emocjonalny związek z postaciami, nie są nam obojętne. „Maudie” jest obrazem, który zostaje z nami jeszcze na długo po zakończeniu seansu.

Moja ocena: 8/10
Matylda Tauber
Prawie Kino

„Maudie” reż. Aisling Walsh (2016). W KINACH OD 29 WRZEŚNIA!

fot. materiały prasowe

Film obejrzany dzięki współpracy z Kinem Kultura



'