Chłopaki nie płaczą – recenzja filmu „Manchester by the Sea”

30 Sty Chłopaki nie płaczą – recenzja filmu „Manchester by the Sea”

Zapomnij o popcornie. Colę też sobie daruj. Nie kręć nosem, przystań na to bez marudzenia. To nie będzie show, ale niepozorny spektakl utkany z codzienności, prywatny kinowy seans. Nie zapomnisz go na długo.

Lee Chandler (Casey Affleck) prowadzi skromne, pustelnicze życie w Bostonie. Któregoś ze zlewających się z sobą dni odbiera telefon – jego brat znów jest w szpitalu. Wsiada do samochodu i rusza w kierunku tytułowego miasta, które obudzi w nim wiele wspomnień…

Niełatwo pisać o nowym dziele Kennetha Lonergana. Mimo, że trudne sceny doskonale rozładowano w filmie elementami humorystycznymi oraz bezbłędnie podpatrzonymi w życiu codziennym śmiesznostkami, Manchester by the Sea pozostawia widza z pękniętym sercem i głową pełną refleksji. To niezwykle kameralny komediodramat, który umiejętnie sprawdza spostrzegawczość odbiorców. Zgrabnie wplecione w akcję retrospekcje pozwalają dopasować kolejne puzzle fabularnej układanki, a otrzymany obraz ludzkiej tragedii głęboko porusza. Nie ma w tym filmie nutki fałszu, ba! wielokrotnie podczas seansu przemyka przez głowę myśl: „Ileż to razy byłem w podobnej sytuacji, czułem się tak samo, miałem ochotę tak zrobić!”.

Casey Affleck i Lucas Hedges w filmie "Manchester by the Sea"

Casey Affleck i Lucas Hedges w filmie „Manchester by the Sea”

Przebijający we wszystkich elementach składowych produkcji realizm jest jej największą siłą. Wizualnie Manchester by the Sea urzeka zdjęciami, a ujęcia krajobrazów trafnie podsumowują stany emocjonalne postaci. Uczucia podkreślono bezbłędnie dopasowaną ścieżką dźwiękową – od poważnych, ciężkich brzmień w scenie na komisariacie (jednej z najlepszych w filmie) po naiwne, rockowe utwory wprost z prób młodzieżowego zespołu. Powolne tempo akcji idealnie oddaje marazm mieściny, w której wszyscy się znają, a Lee Chandler jest dla mieszkańców postacią legendarną i w dodatku owianą tajemnicą.

Ten rok będzie wyjątkowy dla braci Afflecków. Bardzo możliwe, że w przeciągu 24 godzin każdy z nich otrzyma po statuetce: starszy, Ben – Złotą Malinę (w uznaniu jego gry w Batman v Superman), a następnie Casey – Oscara za najlepszą pierwszoplanową rolę męską. Po obejrzeniu komediodramatu Kennetha Lonergana nikt nie będzie miał wątpliwości, czy Nagroda Akademii trafiła do odpowiedniej osoby. Affleck wykorzystuje w swojej grze niezwykle oszczędne środki, idealnie pasujące do odgrywanego bohatera i jego pustelniczego życia. Lee ukrywa wszystkie buzujące w nim emocje tuż pod skórą – dopóki nie przychodzi moment, gdy nieoczekiwanie je rozładowuje. Choć jego kamienna twarz może na początku odrzucać, to właśnie na nim widz skupia uwagę nawet w scenach grupowych.

Michelle Williams i Casey Affleck w filmie "Manchester by the Sea"

Michelle Williams i Casey Affleck w filmie „Manchester by the Sea”

Na szczęście, Manchester by the Sea to nie one-man show. Oprócz Afflecka na pochwały zasługuje cały trzon obsady. Świetnie radzi sobie Lucas Hedges w roli bratanka Lee, Patricka Chandlera. Obserwując go, nie mamy problemu z uwierzeniem w postać zagubionego, choć usilnie starającego się robić dobrą minę do złej gry młodego chłopaka. Świetnie szarżuje Michelle Williams w zaskakująco małej, acz znaczącej roli. Na oklaski zasługuje szczególnie za dzieloną z Affleckiem jedną z ostatnich scen. Ogromną sympatię budzi Kyle Chandler jako Joe Chandler (!), ojciec Patricka i brat Lee. Nie bez powodu w pierwszej scenie filmu najmłodszy z mężczyzn, zapytany o to, kogo zabrałby na bezludną wyspę, wybiera właśnie swojego tatę. Choć to niewielka rola, postać twardo stąpającego po ziemi Joe wspomina się z uśmiechem. Warto także zwrócić uwagę na epizod Matthew Brodericka oraz cameo samego reżysera w najmniej spodziewanym momencie filmu.

Kenneth Lonergan zabiera widzów w podróż, która przełamie obojętność każdego. I nieważne, ile Oscarów zdobędzie Manchester by the Sea – ważne, jak wiele serc poruszy.

Moja ocena: 8/10
Magdalena Imańska
Prawie Kino

„Manchester by the Sea”, reż. Kenneth Lonergan (2016). W KINACH OD 20 STYCZNIA

Fot. materiały prasowe filmu



'