24 Kwi „Łodzią po Wiśle” – dzień drugi

Drugi dzień festiwalu „Łodzią po Wiśle” był nieco bardziej różnorodny od pierwszego pod względem tematycznym. Od kompletnie abstrakcyjnych filmów animowanych („Mosaico, el vals del baso”), przez dokument („Nauka”, „Dziadku, nie słyszę” – ciekawa etiuda o codziennym życiu Czesława Kiszczaka, zrealizowana przez jego wnuczkę Izabelę Kiszczak), po mocne uderzenie etiudy (“Niżej podpisana” o torturowaniu zwierząt).

Jednym z filmów, który mocniej osadził mi się w pamięci,  jest film Klary Kochańskiej pt. „Lokatorki” z Julią Kijowską w roli głównej. Opowiada on o Justynie, samotnej trzydziestoparolatce, która zakupiła, dość pochopnie, mieszkanie na aukcji komorniczej. Okazuje się, że poprzednie lokatorki – kobieta z kilkunastoletnią córką dotkniętą zespołem downa – nie opuściły jeszcze mieszkania i opuścić go nie zamierzały. Dobrze zrealizowany, trzymający w napięciu krótki metraż (30 min.) o walce z samym sobą, empatii i jej braku oraz zwierzęcości, która dość nieoczekiwanie wyzwala się w każdym z nas.

Najbardziej, w moim odczuciu, godnym pochwały i polecenia filmem jest wspomniany już wcześniej dokument „Nauka” – uznany przez jury za najlepszą etiudę dokumentalną – w reżyserii Emi Buchwald. Kamera rejestrowała czwartoklasistów zmagających się z wierszem Juliana Tuwima o tym samym tytule co film. Część obrazu filmowana była w domach, gdzie dzieci wraz z rodzicami próbowały dojść do właściwego znaczenia wiersza, a to skutkowało bardzo trafnymi i niekiedy rozbrajająco śmiesznymi wnioskami. Dokument bardzo przejrzysty i zwyczajnie przyjemny w odbiorze. Widać, że jest on przemyślany od strony kompozycji, kadrowania, wewnętrznie spójny, z zaznaczoną kulminacją i trafnym zakończeniem. Film zdecydowanie spotkał się z najlepszym odbiorem ze strony widowni i nie dziwi mnie, że został nagrodzony, jako najlepszy dokument. Jedyną konkurencję dla niego, w kategorii dokumentu, mógłby stanowić film „Shujayya” Mohammeda Almughanniego (prezentowany pierwszego dnia). Ten jednak, z racji niezwykle szczerego, a zarazem subtelnego, podejścia do tematu otrzymał – moim zdaniem słusznie – najwyższą nagrodę Festiwalu.

Nauka

Etiudą, której zdecydowanie nie polecam jest ta o intrygującym i wiele obiecującym (niesłusznie) tytule „How to reach god through proper exercising” w reżyserii Gabriela Torresa. Niestety na tym jej atrakcyjność się kończy. Film o dość niejasnej fabule, w której przewijał się wątek snu, w którym ich “posiadacze” mylili bliskie im osoby np. z czajnikiem elektrycznym, czy też mylili kolory – zielony i czerwony. Fabuła dość nużąca – rzeczony motyw powtarza się na okrągło. Brak kulminacji i, w moim odczuciu, jakiegokolwiek przekazu. Jeśli miała to być groteska, to wyszła ona dość nieudolnie.

Ciekawą etiudą fabularną były „Szeptunki” Nastazji Gonery. W roli głównej Ewa Dałkowska, grająca aktorkę dubbingową w podeszłym wieku. Bohaterka zmaga się z samotnością, depresją i zapewne niejedną próbą samobójczą, lecz skrzętnie ukrywa swój stan przed współpracownikami. W dzień 25-lecia pracy zawodowej przychodzi do niej przyjaciel z dzieciństwa, który zginął tragicznie w pożarze, gdy Ewa była kilkuletnią dziewczynką. Jego odwiedziny pomagają jej pogodzić się z trapiącymi ją kwestiami. A on sam wyzwala w niej szczerość i spontaniczność. Wzruszający momentami film o przemijaniu, starości i spełnieniu zawodowym, bądź jego braku. Również, jak w przypadku „Lokatorek”, można by zrobić z niego długi metraż

szeptunki

Powiedziałabym, że jestem pozytywnie zaskoczona filmami festiwalu. Podchodziłam do tego wydarzenia z rezerwą, ponieważ widziałam już kilka nienajlepszych etiud studentów „Filmówki”, jednak moja opinia uległa zmianie. Etiudy były przyzwoite, z paroma wyjątkami, i, co ważne, solidnie wykonane od strony technicznej.

 

Weronika Fay
Prawie Kino

Fot. pochodzą ze źródeł PWSFTviT

 



'