Wszyscy jesteśmy pokręceni – recenzja filmu „ELLE”

09 Lut Wszyscy jesteśmy pokręceni – recenzja filmu „ELLE”

Alfred Hitchcock powiedział: „Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.” W tych słowach „mistrz suspensu” i pionier gatunku dreszczowca (ang.”thriller”) dał prosty przepis na to, jak należy tworzyć tego typu produkcje. Elle zaczyna się zgodnie z tym przepisem. Oczom widza ukazuje się uroczy kot, a zaraz potem Michèle (Isabelle Huppert) zostaje brutalnie zaatakowana przez nieznanego napastnika. W biały dzień, we własnej kuchni. Po tym incydencie próbuje jak gdyby nigdy nic wrócić do normalnego życia. Przez chwilę zdaje nam się, że robi to z powodzeniem, ale przekonujemy się niedługo potem, że (zgodnie z wymogami gatunkowymi) – to zaledwie pozory…

Niemal 25 lat po nakręceniu Nagiego instynktu (nadal najbardziej rozpoznawalnego i cenionego dzieła reżysera), Paul Verhoeven po raz kolejny sięga po thriller. Również i tym razem mamy tu sporą dawkę erotyzmu (choć ciężko przypisać mu miano „thrillera erotycznego”), wzbogaconą o bardzo istotną warstwę psychologiczną.

Isabelle Huppert w filmie "Elle"

Isabelle Huppert w filmie „Elle”

Pisanie o tym filmie, nie zdradzając przy tym warstwy fabularnej, wydaje się prawie niemożliwe. Fabuła bowiem jest kluczowa nie tylko ze względu na intrygę i rozwiązanie zagadki, lecz także – przez niezwykle interesujący wątek psychologiczny, który rozgrywa się pomiędzy główną bohaterką a jej prześladowcą.

Przyczynek do intrygi stanowi życie codzienne Michèle, jej skomplikowane relacje rodzinne: z matką, która znalazła sobie dwudziestokilkuletniego partnera, byłym mężem, obecnym kochankiem i synem, którego świeżo zawarte małżeństwo również dostarcza zmartwień bohaterce. I wreszcie – wątek mrocznej przeszłości ojca, zasygnalizowany już na początku filmu, który ma mieć kluczowe (choć osnute tajemnicą) znaczenie dla całej historii. Czy jednak całe to starannie wypełnione po brzegi postaciami i wątkami uniwersum ma znaczenie dla istoty filmu? Odpowiedź nie jest łatwa. Z jednej strony – jest ono niezbędne, żeby posuwać akcję naprzód i zachować pozory normalności, której wymaga konwencja. Z drugiej zaś, ten przesyt zdaje się chwilami zakłócać odbiór – nagromadzenie motywów powoduje dezorientację i utrudnia skupienie się na głównym, skądinąd niezwykle ciekawym, wątku.

Nie sposób również nie dostrzec całej masy inspiracji i aluzji do klasyki dreszczowców spod ręki Hitchcocka i innych mistrzów. Verhoeven puszcza oko do amatorów klasyki, ale robi to dosyć subtelnie – nie kopiując całych sekwencji i nie wykorzystując gotowych pomysłów, ale tworząc ciekawe wariacje na temat znanych (i może momentami już oklepanych) motywów.

9a01b120-6e50-11e6-ab78-37dbe3d6ea41_20160831_Elle_Trailer

Isabelle Huppert w filmie „Elle”

Elle zdobyło już Złotego Globa w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny, a oprócz tego cały szereg nagród dla Isabelle Huppert jako najlepszej aktorki. Ma ona również realne szanse w wyścigu po Oscary. I faktycznie, nie sposób mówiąc o filmie nie wspomnieć o niezwykłej kreacji Francuzki. Sama postać niewiele mówi, jest silną i pewną siebie kobietą, świadomą swojej niepodważalnej kobiecości i niezaprzeczalnej atrakcyjności mimo wieku. Co ważne, nie próbuje wcale udawać, że ma 20 lat – to daje jej siłę i wiarygodność. Sprawia, że nawet fakt posiadania psychopatycznego wielbiciela wydaje się bardziej prawdopodobny. Motywacje, które nią kierują, wydają się co prawda nieco rozmyte, ale nadal interesujące. Jej powściągliwość pociąga, a niezwykle wyważona gra aktorska nasuwa podejrzenie, że Michèle ma bogate życie wewnętrzne.

To film zwyczajnie pokręcony. Nie jesteśmy pewni ani tego, dlaczego stało się tak, jak się stało, ani też motywacji głównej bohaterki. Trzeba jednak przyznać, że jest w tym coś pociągającego – także w tym, że świat nie jest czarno-biały. Tu wszyscy mają coś na sumieniu i potencjalnie posiadają, przynajmniej w pewnym stopniu, skrzywioną psychikę. Po prostu: każdy może być psychopatą. Film jest może trochę przydługi i chwilami niezrozumiały, a mnogość wątków ciekawi, niewiele przy tym wyjaśniając, ale pozostawia za to intrygujący posmak nieodgadnionej tajemnicy. A przede wszystkim, Verhoeven osiągnął jedno: jego obraz spełnia pierwszy, najważniejszy wymóg stawiany thrillerowi: trzyma w napięciu, a sceny, które mają zaskakiwać i wywoływać niepokój czy wręcz grozę – doskonale spełniają swoje zadanie sprawiając, że nieco bardziej wrażliwy widz (zwłaszcza płci żeńskiej) przez kilka kolejnych dni po seansie ma prawo mieć poważne obawy przed pozostaniem samotnie w domu.

elle

Laurent Lafitte i Isabelle Huppert w filmie „Elle”

Elle to jedna z niewielu propozycji kinowych ostatnich lat, która intryguje i trzyma w napięciu praktycznie przez cały seans. A atmosfera niepokoju, zgodnie z zamierzonym efektem, potrafi przeplatać się, jak gdyby nigdy nic, z „normalnym”, codziennym życiem atrakcyjnej kobiety sukcesu w średnim wieku.

     

Moja ocena: 7/10
Julia Kasprzak
Prawie Kino

„Elle”, reż. Paul Verhoeven (2016). W KINACH OD 27 STYCZNIA!

Fot. materiały promocyjne



'