Kiedy Anglia przypłynęła po swoje dzieci — recenzja filmu „Dunkierka”

02 Sie Kiedy Anglia przypłynęła po swoje dzieci — recenzja filmu „Dunkierka”

Z wielkim smutkiem stwierdziłem ostatnio, że ciężko w dzisiejszych czasach zrobić film wojenny, który nie epatowałby hollywoodzkim efekciarstwem i rażącą stronniczością. Sam jestem wielkim sympatykiem produkcji, w których odważni, zazwyczaj angielskojęzyczni chłopcy radzą sobie z hordami wrogo nastawionych Talibów/nazistów/faszystów/Japończyków/Wietnamczyków. Niestety jedyne co mogłem dotychczas wywnioskować z takich filmów, to niezwykła skłonność użytkowników języka angielskiego do zadzierania z narodami z całego świata. Po seansie Dunkierki natomiast, odkryłem po raz pierwszy, że zwykłe tykanie zegara może przyprawić mnie o dreszcze.

Christopher Nolan już na początku filmu pokazuje swojego „asa w rękawie”, który towarzyszy widzom na sali przez cały czas i nieustannie podnosi im ciśnienie. Muzyka autorstwa Hansa Zimmera nie jest subtelnym dziełem, a raczej owocem ciężkiej pracy wybitnego rzemieślnika. Nie słuchałbym jej poza kinową salą, ale z obrazami wyświetlanymi na ekranie komponowała się wybornie. Jej głównym celem było zbudowanie napięcia, co wyszło na tyle dobrze, że raczej ciężko byłoby sobie wyobrazić ogólną atmosferę Dunkierki bez muzyki. Absolutnym majstersztykiem okazały się także efekty dźwiękowe oraz ich montaż, co najlepiej możemy zaobserwować podczas walk myśliwców i bombowców. Niesamowite wrażenie zrobił na mnie bardzo realistyczny atak nurkujących Ju-87, czyli popularnych „Stuk”, które podczas pikowania wydawały przerażający i donośny jęk syren. Artystyczne oblicze filmu dodatkowo wzbogacają bardzo ładne ujęcia, idealnie rozplanowane i utrzymane w stonowanej kolorystyce rybackiego miasteczka nad Morzem Północnym. Na liczne pochwały zasługuje także praca kamery, którą idealnie dostosowano do akcji na ekranie. W tym aspekcie także chciałbym przypomnieć pojedynki myśliwców w przestworzach, których główną gwiazdą jest Tom Hardy. Z wielką chęcią obejrzałbym oddzielny film opowiadający o pilotach podczas IIWŚ, jeśli tylko za jego realizacją stałaby ta sama ekipa. Ciekawy efekt podziwiamy również w momentach największego napięcia, kiedy możemy wpatrywać się w twarze zdjęte przerażeniem, np. popularna ze zwiastunów scena z żołnierzami kryjącymi się na molo przed bombowcami. Myślę jednak, że Dunkierka dużo lepiej prezentowałaby się w trochę innym formacie obrazu, ale być może moje narzekania zniknęłyby, jeśli obejrzałbym film w kinie IMAX. Tak czy inaczej, „zwężenie” obrazu mogłoby wywołać wrażenie panoramiczności i znacząco zmienić odbiór produkcji.

Kadr z filmu „Dunkierka”

 

Dunkierka jest jednym z najkrótszych filmów Nolana, trwa niewiele ponad 100 minut. Mimo to, reżyser zdecydował się przedstawić trzy różne historie, które razem splatają się na plaży, w powietrzu nad nią oraz na wodach Kanału La Manche. Dzięki temu przedstawiono nam szeroką skalę operacji Dynamo z perspektywy zarówno żołnierzy, jak i cywili. Takie rozdrobnienie jednakże wywołało spłycenie emocjonalnej więzi, którą możemy nawiązać z bohaterami. Oprócz imion nie poznajemy żadnych szczegółów z ich życia. Drobiazgowe ukazanie ich charakterów mogłoby być trudne i czasochłonne, jednak Nolan sprawnie poradził sobie z tym problemem ukazując wojnę i różnorodne charaktery młodych żołnierzy za pomocą pojedynczych scen, z których sami możemy wywnioskować cechy brytyjskich wojaków otoczonych na francuskim wybrzeżu. Każda egoistyczna decyzja czy szlachetne poświęcenie pozwala na utworzenie uogólnionej wizji każdego z bohaterów. Podczas niespełna dwóch godzin nie poznajemy lepiej żadnego z młodych wojowników, ale zamiast tego w każdej ze scen możemy zapoznać się z różnymi ludzkimi reakcjami na piekło wojny. I tak marynarz grany przez Cilliana Murphy’ego z przerażeniem wypisanym na twarzy chce jak najszybciej postawić stopę na suchym brytyjskim lądzie, podczas gdy mój ulubiony Tom Hardy z poświęceniem ratuje rodaków przed niechybną śmiercią z powietrza.

Dialogi czy monologi wypowiadane przez bohaterów nie pouczają, są pozbawione górnolotnych frazesów czy truizmów. Nierzadko są proste, a momentami zwyczajnie nieokrzesane, podobnie jak młodzież walcząca o życie na piaszczystej plaży. Dodaje to jednak realizmu, który staje się głównym atutem Dunkierki. Egoistyczne zachowania czy przesycone jadem słowa żołnierzy mogą smucić czy irytować, ale w ówczesnej sytuacji nie były niczym nadzwyczajnym, był to jeden ze sposobów wyrzucenia z siebie emocji nagromadzonych podczas walki o przetrwanie. Aktorzy, którzy wcielili się w role opuszczonych żołnierzy, bardzo dobrze spełnili swoje zadanie, przez co nie mieliśmy wątpliwości, że mamy do czynienia z iście podbramkową sytuacją. Zauważyłem także, że Nolan nie próbował nas oszukać i nie sięgał za często po rozedrgane ujęcia, ukazujące wydzierających się anonimowych wojaków. Podczas seansu zobaczymy wiele zbliżeń, kiedy możemy analizować każde poruszenie mięśnia twarzy i samemu odgadnąć czy jesteśmy świadkami po prostu dobrej gry czy wręcz realnego przerażenia. Na zachowania odtwórców ról definitywnie wpłynęła też realistyczna scenografia i bardzo mała ingerencja komputerowych efektów specjalnych, przez co Harry Styles i spółka naprawdę mogli poczuć się niczym uczestnicy wojny. Christopher Nolan na potrzeby produkcji wynajął i odrestaurował oryginalne okręty wojenne, które po raz ostatni wyruszyły do Dunkierki, gdzie ponownie walczyły w bitwie bez ingerencji postprodukcyjnego CGI. Zarówno budynki z początkowych scen, jak i charakterystyczne wybrzeże, to fragmenty współczesnego miasteczka, gdzie nagrano większość scen dla zwiększenia realizmu.

Kadr z filmu „Dunkierka”

Dunkierka, jako jeden z niewielu filmów ostatnich lat, częściowo wyzbywa się patetycznego heroizmu Aliantów, stawiających opór nazistowskiemu najeźdźcy. Zgodnie z faktami historycznymi, na pierwszym planie pojawiają się także cywile, których wkład w operację Dynamo pozostaje nieoceniony. Największe wrażenie zrobił na mnie aspekt techniczny filmu Nolana, który nabierał najjaśniejszego blasku podczas walk myśliwców. Na uwagę zasługuje także realizm, który osiągnięto dzięki wielu zabiegom, współcześnie często pomijanym bądź zastępowanym komputerową edycją. Reżyserskie dzieło Nolana okraszone muzyką Zimmera stało się cieszącym oko i ucho odpoczynkiem po drogich w produkcji, ale tanich w odbiorze hitach ostatnich lat: Furii, Snajperze czy Hacksaw Ridge. Dunkierka być może nie zasługuje na miano filmu legendarnego, ale w swojej kategorii filmowej jest majstersztykiem, który koniecznie trzeba obejrzeć by wczuć się w napięty nastrój, panujący na francuskim wybrzeżu w początkowych latach II Wojny Światowej.

Paweł Stępniak
Prawie Kino
moja ocena: 8,5/10

„Dunkierka” (2017) reż. Christopher Nolan. W KINACH OD 21 LIPCA 2017!

Fot. materiały prasowe filmu

Recenzja napisana dzięki współpracy z Kinem Praha



'