Lepsze jutro było wczoraj – recenzja filmu „Człowiek z magicznym pudełkiem”

21 Paź Lepsze jutro było wczoraj – recenzja filmu „Człowiek z magicznym pudełkiem”

Nowy film Bodo Koxa przenosi nas w czasie do roku 2030. Warszawa przyszłości ma niewiele wspólnego z tętniącym życiem miastem, jakie znamy dzisiaj. Opustoszałe blokowiska, ograniczony dostęp do wody i powtarzające się kilka razy dziennie przerwy w dostawie prądu to tylko niektóre z elementów postapokaliptycznej rzeczywistości, wykreowanej przez reżysera. Ludzie żyją w ciągłym strachu, a władza kontroluje każdy ich krok za pomocą chipów wszczepionych pod skórę. Świat przedstawiony w Człowieku z magicznym pudełkiem zdaje się odzwierciedlać nasze lęki oraz niepokój związany z narastającym zagrożeniem konfliktami zbrojnymi.

Adama Nowaka (Piotr Polak) poznajemy, kiedy przeprawia się łodzią na lewy brzeg Wisły. Nie pamięta niczego, co w jakikolwiek sposób tłumaczyłoby jego obecność w Warszawie roku 2030. Z niewiadomych powodów znalazł się w świecie, którego ani nie zna, ani nie rozumie. Władze przydzielają mu mieszkanie w starej kamienicy. Znajduje również pracę w jednej z warszawskich korporacji, gdzie poznaje Gorię (Olga Bołądź), w której zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Współpracownik Adama, Bernard (Sebastian Stankiewicz), ostrzega go przed dziewczyną, którą uważa za szaloną. Nowaka jednak to nie zraża i próbuje za wszelką cenę zdobyć jej względy. Dzięki jego staraniom Goria zaczyna się z nim spotykać. Daje mu jednak do zrozumienia, że ich związek nie ma przyszłości, ponieważ Adam nie jest człowiekiem, z którym czułaby się bezpiecznie i mogłaby założyć rodzinę. Jego życie komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy w nowym mieszkaniu znajduje działające radio z lat 50-tych, z którego oprócz dźwięków starych piosenek wydobywają się słowa wypowiadane przez tajemniczego mężczyznę…

Kadr z filmu „Człowiek z magicznym pudełkiem”

Bodo Kox, tworząc Człowieka z magicznym pudełkiem, niewątpliwie inspirował się dokonaniami kina amerykańskiego. Część warstwy fabularnej i wizualnej wyraźnie wpisuje się w ramy gatunku filmowego określanego mianem neo-noir. Bazuje on na motywach, pochodzących z popularnych przede wszystkim w latach 40-tych, filmów noir. Tłem akcji jest dystopijna Warszawa pełna brudnych, słabo oświetlonych uliczek, którymi wieczorami przemieszczają się Adam i Goria. W niektórych scenach Piotr Polak, ubrany w prochowy płaszcz i kapelusz, do złudzenia przypomina Humphreya Bogarta – gwiazdę filmów noir takich jak Sokół maltański czy Wielki sen. Z wyjątkiem stroju praktycznie nic nie łączy Adama z klasycznym bohaterem tego gatunku. W niczym nie przypomina twardziela, działającego według własnych zasad, jest raczej biernym uczestnikiem wydarzeń. U Koxa to Goria, która początkowo jawi się nam jako prawdziwa kobieta fatalna, w połowie filmu postanawia walczyć o to, co dla niej ważne i staje się tym samym jego centralną postacią. Wzorując się na Amerykanach, reżyser postawił na krótkie i błyskotliwe dialogi. Prawdziwe uczucia bohaterów poznajemy dzięki ich czynom oraz malującym się na twarzach emocjom.  W filmie nie brakuje również nawiązań do konkretnych produkcji. Scena, w której Adam i Goria stoją obok siebie, trzymając się za ręce, kiedy za oknem płonie wieżowiec, od razu przywodzi na myśl końcową sekwencję z kultowego Fight Club Davida Finchera.

Niewątpliwym atutem filmu są efekty specjalne, za które odpowiada Studio Produkcyjne Orka. Stworzony przez kilkudziesięcioosobowy zespół specjalistów z Orki futurystyczny obraz Warszawy jest na tyle realistyczny, że wzbudza w widzu poczucie dyskomfortu. Czujemy się nieswojo, obserwując zerwane mosty, zniszczone i puste drapacze chmur oraz wymarłe osiedla. Na uznanie zasługują również wszyscy aktorzy, którym udało się wykreować oryginalnych i zapadających w pamięć bohaterów. Piotr Polak, posiadający urodę gwiazdora ze Złotej Ery Hollywood, idealnie oddał postać Adama, który nie radzi sobie z otaczają go rzeczywistością. Gra aktorska Polaka, choć oszczędna w środkach, porusza widza i zjednuje sobie jego sympatię. Równie urzekającą postacią jest Bernard, prawdopodobnie jedyna osoba, którą można by nazwać przyjacielem głównego bohatera. Sebastian Stankiewicz, znany szerszej publiczności przede wszystkim z ról komediowych, genialnie gra introwertycznego sprzątacza, będącego fanem teorii spiskowych.

Kadr z filmu „Człowiek z magicznym pudełkiem”

Człowiek z magicznym pudełkiem jest filmem, jakiego nasze rodzime kino bardzo potrzebowało. Stanowi świadectwo ogromnego potencjału, drzemiącego w polskich filmowcach. Zarówno sam pomysł, jak i wykonanie zasługują na ogromne uznanie. Biorąc pod uwagę ograniczony budżet, jakim dysponowali twórcy, obraz prezentuje bardzo wysoki poziom. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko czekać na kolejne produkcje Bodo Koxa. Kto wie, czym następnym razem nas zaskoczy.

Moja ocena: 7/10
Matylda Tauber
Prawie Kino

„Człowiek z magicznym pudełkiem” („The Man With The Magic Box”) , reż. Bodo Kox (2017). W KINACH OD 20 PAŹDZIERNIKA!

fot. materiały prasowe filmu

Recenzja napisana dzięki współpracy z Kinem Kultura



'