A gdyby tak w Wigilię wejść do czyjegoś domu- recenzja filmu „Cicha noc”

07 Gru A gdyby tak w Wigilię wejść do czyjegoś domu- recenzja filmu „Cicha noc”

A gdyby tak w Wigilię wejść do czyjegoś domu? Reżyser filmu, Piotr Domalewski, otwiera drzwi przed widzem i proponuje mu wolne miejsce przy świątecznym stole. „Z RODZINĄ NAJLEPIEJ WYCHODZI SIĘ NA ZDJĘCIU”, tak brzmi napis, który znajduje się na plakacie „Cichej Nocy”. Tego powiedzenia używa się w sytuacji, gdy na rodzinie nie można polegać, a szczególnie gdy chodzi o sprawy finansowe.

Kadr z filmu „Cicha noc”

„Cicha noc” nie przypomina typowo świątecznego repertuaru, jak chociażby nawiązujące do amerykańskiego kina „Listy do M.”. Adam (Dawid Ogrodnik), który na co dzień pracuje w Holandii, wraca niespodziewanie do Polski, nie do końca jednak po to, by cieszyć się wigilią świąt Bożego Narodzenia w gronie najbliższych. Nie jest w stanie porozumieć się ze swoim bratem Pawłem (Tomasz Ziętek), ma żal do ojca (Arkadiusz Jakubik), który był nieobecny w jego życiu, przez co wychowaniem jego i reszty młodszego rodzeństwa zajmowała się wyłącznie matka. (Agnieszka Suchora). Adam chce sprzedać dom dziadka i za pozyskane w ten sposób pieniądze założyć firmę za granicą. Planuje wyjechać z Polski na stałe i razem z Asią, z którą spodziewa się dziecka, rozpocząć nowe życie.

Kadr z filmu „Cicha noc”

Reżyser przedstawia rodzinę i jej dom oczami wrażliwego obserwatora. Scenografii nie brakuje „szafki na dokumenty”, w której bałaganie jest wszystko i nic, zdjęcia Jana Pawła II oprawionego nad wersalką, zagrodzonego strychu, a także szczegółów jak włączników światła ubrudzonych farbą po ostatnim remoncie. Z kamerą przechodzimy się po pokojach i dookoła podwórka, patrzymy na ścinanie choinki, krojenie sałatki, wgapiamy się z nastolatkami w smarfony, biegniemy za najmłodszym dzieckiem, by pokręcić się z nim na obrotowym krześle. Wysłuchujemy fragmentu Pisma Świętego, potem następuje moment wzruszeń nad łamaniem opłatka. W jednej z piosenek Czerwonych Gitar Seweryn Krajewski śpiewa o Wigilii: „dzień zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory (…), w którym radość wita wszystkich”. Niestety, nie zawsze. Na tle świątecznej atmosfery wyostrzają się problemy.

Alkoholizm, nie tylko dominujący świąteczne spotkania, ale także trwające uzależnienie w osobach dziadka i ojca – który pomimo czasu abstynencji, łamie się. Brak pieniędzy, gdzie jedynym wyjściem staje się wyjazd do pracy zagranicę. Samotne wychowanie dzieci przez jednego z rodziców. Pomiędzy odgłosami tłuczonego kieliszka wódki, a brzmiącym z telewizora koncertem kolęd TVP, reżyser pokazuje wady polskiego społeczeństwa. Nie poprzestaje na ukazywaniu słabości, stara się je opisać.

Kadr z filmu „Cicha noc”

Domalewski pozwala poznać tą polską rodzinę, taką jaką jest w jednym z najbardziej wyczekiwanych dni w roku. Widz po seansie może sobie pomyśleć: „jak dobrze, że u nas tak nie jest” – film mógłby być odebrany jako krytyka polskiej patologii. Moim zdaniem jest to historia jednej z wielu rodzin, w której się kocha. Niektóre sceny są przygnębiające, jednak scenariusz bogaty w wiele humorystycznych kwestii niweluje ich ciężar. Nie zostajemy przygnieceni przez dramatyzm filmu. Być może z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, ale gdy Adam wracał do Holandii i patrzył na zdjęcia zrobione podczas Wigilii, właśnie wtedy miał łzy w oczach.

Moja ocena: 8/10
Julia Heczko
Prawie Kino

„Cicha noc” , reż.Piotr Domalewski (2017). W KINACH OD 24 LISTOPADA!

 

fot. materiały prasowe filmu

Recenzja napisana dzięki współpracy z Kinem Kultura



'