Bridget Jones powraca – sukces czy porażka?

19 Wrz Bridget Jones powraca – sukces czy porażka?

Do Bridget Jones’s Baby (w Polsce dystrybuowanej jako Bridget Jones 3) podchodziłam z dystansem. Mało tego, mając w pamięci średnio udane W pogoni za rozumem nie spodziewałam się niczego dobrego. Piętnaście lat od premiery pierwszej części oraz nowa twarz Renée Zellweger również dobrze nie rokowały. No i się zdziwiłam. Pozytywnie.

Na ekranie nie widzimy już setek wypalanych papierosów, a tytułowa bohaterka ma figurę, której mogłaby pozazdrościć niejedna nastolatka. Wciąż jest jednak sama, oczywiście do czasu. Okazuje się bowiem, że Bridget (Renée Zellweger) zachodzi w ciążę, a kto jest ojcem? Ot i cała tajemnica. Możliwości są dwie, albo przystojny miliarder Jack Qwant (Patrick Dempsey), albo znany nam już z wcześniejszych części uroczy Mark Darcy (Colin Firth). Sytuacja jest o tyle trudna, że obaj wydają się być doskonałymi kandydatami, a o rozwiązaniu zagadki może zadecydować jedynie badanie DNA. Wszystko to jest jednak podane z dużą ilością humoru. Nieczęsto zdarza się, żeby na seansie widownia co chwilę wybuchała głośnym śmiechem, a tak właśnie było w tym przypadku.

Tym razem twórcy zrezygnowali z wcześniej użytego kontrastu pomiędzy mężczyznami, co daje o tyle ciekawy efekt, że nie jest oczywiste komu kibicować. Obaj niezwykle ciepli i zaangażowani w podbicie serca Bridget budzą taką samą sympatię. Postać Marka w wykonaniu Colina Firtha jeszcze nigdy nie była tak ciekawa i… zabawna, bo przy zachowaniu minimalnych środków Firth potrafi rozbawić widownię do łez. Nie inaczej rzecz ma się przy postaci Jacka, która choć nowa, doskonale wpasowuje się w klimat filmu. W pewnych momentach Bridget schodzi na drugi plan, a my skupiamy się na psychice i wzajemnych relacjach obu mężczyzn bardziej niż na współczuciu protagonistce. Trudno zresztą utożsamiać się z główną bohaterką, gdy ta ma tak ograniczoną mimikę. Jednak mimo wszelkich zarzutów muszę stwierdzić, że Zellweger również się wybroniła. Warto także wspomnieć o Emmie Thompson – współautorce scenariusza grającej Dr Rawlings i co rusz darzącej nas dawkami ironicznego humoru. Jest to jedna z ciekawszych postaci pojawiających się w filmie.

bridget-jones-baby-zellweger-dempsey-firth

Film pozostał świeży jednocześnie zachowując klimat znany nam z wcześniejszych części. Postaci są dobrze zbudowane, a gagi (przynajmniej w większości) nie dają nam odczuć zażenowania. Być może ma to związek z powrotem Sharon Maguire, która reżyserowała pierwszą część i tak jak wtedy zrobiła to świetnie, tak i tym razem podołała wyzwaniu. Lekkie, przyjemne i zabawne kino. To właśnie odnajdziecie w Bridget Jones’s Baby.

PS. Wszystkie fanki Daniela Cleavera (Hugh Grant), również zapraszam do kin, bo choć aktor we własnej osobie nie pojawia się na ekranie, to jego duch wciąż krąży nad niepoukładanym światem Bridget 😉

Moja ocena: 7/10
Aleksandra Szaro
Prawie Kino